Parafia Prawosławna pw. św. Spirydona Cudotwórcy 

w Mińsku Mazowieckim

Przemienienie Pańskie 
(Mt 17, 1-9)

Nie ma piękniejszej góry w Palestynie niźli góra Tabor. Samotnie wznosi się ona nad Doliną Ezdrelońską, o 7 wiorst od Nazaretu, pustynna, okrągła, według słów jednego z naszych dawnych podróżników, "jak stóg siana pośrodku pola" (ihumen Daniel), cała porośnięta dębowymi i fistaszkowymi zagajnikami, pachnąca kwiatami, jak cudowny podnóżek chwały Zbawiciela, Który się tutaj przeobraził. Tu właśnie przyszedł Chrystus po sześciu dniach z Cezarei Filipowej.

 

A po sześciu dniach - od rozmowy o noszeniu krzyża, jak pisze św. Mateusz, liczący tylko dni, które upłynęły między wydarzeniami, albo po ośmiu, jak pisze św. Łukasz, dodając dzień tamtych rozważań i sam dzień przemienienia Pańskiego - święci Ewangeliści nie relacjonują ani jednej rozmowy Chrystusa z uczniami czy ludem w całym tym tygodniu podróży; prawdopodobnie przenajświętsza dusza Bogoczłowieka była w tych dniach całkowicie zajęta myślą o krzyżu, czas którego stawał się już bliski: według dawnego podania przemienienie Pańskie raptem nastąpiło na 40 dni przed Jego męką. W milczeniu postępowali za swoim Boskim Nauczycielem także święci Apostołowie. W ich sercach dźwięczały jeszcze ostatnie słowa Chrystusa o krzyżu, o sądzie i o królestwie Bożym. Wiele tajemniczego kryło się dla nich w tych wszystkich słowach; słowa o krzyżu i cierpieniach wzbudzały w nich dręczącą boleść, a obietnica otwarcia wkrótce królestwa Bożego wlewała w ich serca promień radości. Aby głębiej odcisnęła się w ich duszy nauka o krzyżu, Chrystus pozostawił ich jak gdyby w tych dniach samym sobie, pozwalając, by w sobie doświadczyli walki szczerej wiary w Niego ze starymi pojęciami judejskimi. Aby zaś te stare przesądy i marzenia o królestwie ziemskim na nowo nie zawładnęły ich sercami, Chrystus powiedział, że niektórzy z nich za życia jeszcze - i to nawet wkrótce - zobaczą Jego, Syna Człowieczego, przychodzącego w Swoim królestwie. Nie wszyscy uczniowie byli zdolni i godni, by ujrzeć obraz tej chwały w Jego przemienieniu: między nimi był Judasz. Zaraz bardzo korzystne by było, ażeby chociaż wybranym Apostołom odsłonić chwałę Chrystusa, jednorodzonego Syna Ojca Niebieskiego, by potem, gdy Apostołowie będą świadkami poniżenia i cierpień Chrystusa, nie dali się zwieść obrazowi tego poniżenia i zrozumieli potem wielką tajemnicę Jego cierpień z wyboru. "Chrystus - mówi św. Efrem Syryjczyk - objawił uczniom królestwo Swoje, zanim został znieważony, i chwałę Swoją, zanim został pozbawiony czci - po to, by gdy zostanie pojmany przez Żydów i ukrzyżowany, uczniowie wiedzieli, że ukrzyżowanie następuje nie z Jego niemocy, ale za Jego zezwoleniem, z dobrej Jego woli, dla zbawienia świata". W chwale przemienienia zawarte było już wyobrażenie chwały Jego zmartwychwstania, i ta chwała, w której przyjdzie On, jako Sędzia żywych i umarłych, a także nasze przyszłe przeobrażenie przy Jego powtórnym, strasznym przyjściu. I oto, ażeby "uczniowie nie boleli jako zlekceważeni" (św. Jan Złotousty) - Jezus bierze Piotra, Jakuba i jego brata Jana - Chrystus bierze trzech wybranych Apostołów, tych samych, którym i przedtem zezwolił jako jedynym być świadkami wielkiego cudu wskrzeszenia córki Jaira, tych, którzy i potem będą świadkami Jego wielkiej męki w ogrodzie Getsemani. Bierze ich właśnie dlatego, że "wyróżniali się wśród innych: Piotr silną miłością do Jezusa, Jan tym, iż Jezus bardzo go umiłował, a Jakub odpowiedzią, jakiej udzielił wraz ze swoim bratem: Możemy wypić kielich - Jakub był tak surowy i srogi wobec Żydów, że Herod sądził, iż przez zabicie go da Żydom wielki podarunek" (św. Jan Złotousty).

 

"Chrystus wziął ze Sobą Piotra - mówi św. Jan Damasceński - aby wskazać, że świadectwo Piotra o Boskości Chrystusa zostaje potwierdzone świadectwem Ojca, i żeby utwierdzić Piotra w prawdzie Swoich słów, iż to Sam Ojciec Niebieski objawił Piotrowi to zaświadczenie. Chrystus zabrał ze Sobą Jakuba, jako tego, który z całej dwunastki Apostołów ma pierwszy umrzeć za Chrystusa. Wreszcie Chrystus wziął ze Sobą Jana, dziewiczego i przeczystego głosiciela Słowa Bożego, by Jan, ujrzawszy wieczną chwałę Syna Bożego, zagrzmiał:

 

Na początku było Słowo,

a Słowo było u Boga,

a Bogiem było Słowo."

(J 1, 1)

 

"Gdyby - mówi bł. Teofilakt - Zbawiciel tylko Judasza pozostawił na dole, a pozostałych wziął ze Sobą, to mogliby niektórzy powiedzieć, że to właśnie tak obraziło Judasza, iż potem sprzedał on swego Pana. Ale Chrystus pozostawił ośmiu uczniów na dole, ażeby trzech rozsławić widzeniem, a pozostałych uczynić błogosławionymi przez wiarę w usłyszane, jak o tym Sam mówi: Szczęśliwi ci, którzy nie ujrzeli, a uwierzyli (J 20, 29) - i prowadzi ich na wysoką, ustronną górę - proponując, by się z nim pomodlili.

 

"Prowadzi ich na górę wysoką, by wskazać, że ten, kto nie wzniesie się nad ziemskie, niegodny jest takich Boskich objawień - prowadzi tylko ich, bo miał zwyczaj dokonywania najważniejszych cudów w sekrecie" (bł. Teofilakt).

 

Chrystus lubił wznosić Swoje modlitwy na górach, w nocnej ciszy. Można przypuszczać, że i teraz była noc. I przez całą noc trwała modlitwa naszego Pana, tak, iż uczniowie, zmęczeni trudami dnia, dokonawszy swoich modlitw, nad ranem w końcu posnęli. Właśnie tutaj, na górze Tabor, w godzinie przemienienia, w głębi Jego posłusznego Bogu Ojcu serca, wypowiedziane zostały wielkie słowa: Oto przyszedłem [...] żeby spełniać, o Boże, wolę Twoją (Hbr 10, 7). I ten właśnie Jego niebiański stan Jego przenajświętszej duszy, rozświetlonej zachwytem, miłością i świętym zdecydowaniem wypełniania woli Bożej, zajaśniał w Jego Boskim spojrzeniu, na Jego najpiękniejszej w dobroci twarzy, a potem - w całej Jego przeczystej postaci, rozświecił Jego szaty, rozsypał wokół Niego blask niewypowiedziany - po całym wierzchołku świętej góry... - i na ich oczach zmienił się Jego wygląd: - "Duch modlitwy, mówi metropolita moskiewski Filaret, stapiając się z Duchem Bożym, napełnił światłem duszę Jezusa. Nadmiar tego światła, nie utrzymując się w Jego duszy, przelał się na ciało i zajaśniał w twarzy - twarz Jego zajaśniała jak słońce - Nie mieszcząc się i tutaj, promienie Boskości wychodzące z Jego ciała, rozświetlają i przeobrażają nawet Jego odzież, a szaty stały się białe jak blask [słoneczny] - jak śnieg - zajaśniały taką bielą, że żaden farbiarz na ziemi nie zdoła tak wybielić (Mk 9, 3)".

 

Cudowne to niebiańskie światło rozbłyskiwało jak błyskawica i objęło dusze Apostołów. Bosko-przepięknym lśnieniem rozlewa się ten blask i na wszystko dookoła, przenika w obszar świata duchowego i przyciąga ze świata wyższego - wielkiego wielbiciela chwały Bożej Eliasza, a ze świata ziemskiego prawodawcę Mojżesza, by wypełniło się słowo Pisma: sprawa musi się opierać na zeznaniu dwóch albo trzech świadków (Pwt 19, 15) - tym razem dwóch największych proroków i trzech wybranych Apostołów - i ukazali się im - Apostołom, którzy zbudzili się ze snu - Eliasz i Mojżesz rozmawiający z Jezusem - zjawili się jak lśniące odbicia tejże Boskiej chwały Chrystusowej.

 

Bóg niewidzialny i niedocieczony objawił się w człowieku widzialnym: "Błyskawica Boskości Chrystusa, według słów Nikanora, arcybiskupa chersońskiego, rozbłysła poprzez obłok Jego człowieczeństwa; zorza chwały Boskiej prześwietliła osłonę Jego ludzkiej pokory. Nie tylko przed mieszkańcami niebios, ale i przed doczesnymi oczyma ludzi ziemskich Bogoczłowiek objawił się w Swojej chwale. Bóg objawił się w chwale większej, niż objawiał się On na Synaju i na górze Choreb, w tejże chwale, chociaż temperowanej ze względu na przychylność wobec niemocy Apostołów, w chwale, która wybrańcom Bożym w grodzie niebieskim przyświecać będzie wiecznie zamiast słońca i księżyca; objawił się w takiej chwale, że blask Jego twarzy gasił pierwsze promienie wschodzącego, materialnego słońca, jak o tym śpiewa święta Cerkiew... Z drżeniem radości szybują na górę Tabor - ten sam Mojżesz, który widział Boga w obrazach mroku, dymu, błyskawic, ognia, który modlił się do Boga na Synaju daj mi poznać Twoją drogę, aby Cię poznał, jednakże usłyszał w odpowiedzi: nie możesz ujrzeć Mojego oblicza, gdyż nie może pozostać przy życiu człowiek, który Mię ujrzał (Wj 33; 13, 20) i ten sam Eliasz, który chciał na górze Choreb zobaczyć i nie zobaczył Boga w widzeniu wichru kruszącego góry i kamienie, w widzeniu trzęsienia ziemi i ognia, a odczuł tylko cień obecności Boga w szmerze delikatnego powiewu - w łagodnym tchnieniu ożywczego chłodu. Szybują oni na skinienie Boże, aby nasycić dawne swoje pragnienie - zobaczyć otwartymi oczyma, że jest Bóg, zjawiający Się nie w widzeniach, ale w istocie Swojej, w hipostazie zjednoczonej z jestestwem ludzkim, i że przez nie objawia Swoją chwałę. Oto oni, okryci chwałą Przemienionego, stoją teraz przez Bogiem, tak jak stali przed Nim na Synaju i na Chorebie" - i Apostołowie widzą, że Pan Jezus Chrystus - "nie jest Eliaszem, ale Bogiem Eliasza, nie jest Jeremiaszem, ale oświecającym Jeremiasza w ciele matki, i nie jest jednym z proroków, ale Panem proroków, wysyłającym ich; jest On Stworzycielem nieba i ziemi, Władcą żywych i umarłych. Nakazał On niebu sprowadzić Eliasza, dał skinienie ziemi i wskrzesił Mojżesza"... (św. Efrem Syryjczyk). Po to właśnie zjawiają się na górze Tabor - jeden z nich przedtem umarł, drugi zaś nie zaznał jeszcze śmierci. Obydwaj ci prorocy, podobnie jak Chrystus, pościli po 40 dni. Koleje życia ziemskiego obydwóch były tajemnicze: Eliasz został żywcem wzięty do nieba, a Mojżesz zmarł, lecz miejsce jego pochówku jest nieznane...

 

"Judejczycy często oskarżali Chrystusa o naruszenia Prawa i o bluźnierstwa - mówi św. Jan Złotousty - jakoby przywłaszczał On Sobie nie należącą do Niego chwałę Ojca. Toteż Chrystus, by pokazać, że prawdziwym źródłem tego oskarżenia jest zawiść i że oskarżenie nie powinno Go dotyczyć, sprowadza Mojżesza i Eliasza: Mojżesz ustanowił Prawo i nie ścierpiałby jego naruszenia, nie służyłby naruszycielowi. Także i Eliasz, znany z gorliwości skierowanej ku chwale Bożej, nie stanąłby, podporządkowując się, przed Tym, Kto mianując Siebie Bogiem i równym Ojcu, w samej rzeczy nie byłby takim".

 

Ale "skąd uczniowie wiedzieli, że zjawiający się to Mojżesz i Eliasz? Wydaje się - odpowiada na to pytanie bł. Teofilakt - że poznali ich po tym, co tamci mówili. Mojżesz być może mówił: Ty jesteś Ten, Którego cierpienie ja wyobraziłem w archetypie jako zabicie Baranka i ustanowienie paschy, a Eliasz: Ty jesteś Tym, Którego wskrzeszenie ja wyobraziłem we wskrzeszeniu syna wdowy, itp.". Zresztą "można sądzić - mówi protojerej A. Gorskij - że odbicie chwały Pańskiej do tego stopnia oświeciło cielesne i duchowe oczy Apostołów, że i bez słów poznali oni w mężach, którzy się zjawili: w jednym prawodawcę Mojżesza, a w drugim zwiastuna Chrystusowego Eliasza". Tak to na Taborze spełniło się wreszcie starotestamentowe pragnienie tych wielkich proroków: zobaczyć Boga twarzą w twarz i rozmawiać z Nim. Czego dotyczyła ta święta rozmowa? - Śmierci, którą Jezus zdecydował się przyjąć w Jerozolimie. Dotyczyła tej odkupicielskiej Ofiary, jaka powinna pogodzić niebo i ziemię, jakiej oczekiwano i w niebie, i na ziemi, i w piekle. Prorocy "przynosili Bogu podziękowanie, że przyjściem Swoim wypełnił słowa ich, a także wszystkich innych proroków. Składali Mu pokłon za zbawienie grzesznego świata, za to, że w samej rzeczy wypełnił On tajemnicę, przez nich zapowiedzianą" (św. Efrem Syryjczyk). Ziemscy zaś świadkowie tej cudownej rozmowy ze zdumieniem słuchali potwierdzenia słów Chrystusa o Jego przyszłych cierpieniach, jakby potwierdzenia - przez Prawo i Proroków. I tak w chwale przemienienia Pańskiego na Taborze zajaśniała już chwała krzyża Pańskiego na Golgocie.

 

Co odczuwać powinni trzej Apostołowie, widząc swojego pokornego Nauczyciela w Boskiej chwale, rozmawiającego z największymi prorokami jak ze Swoimi sługami? Nie do rozmyślań było wtedy uczniom Chrystusowym; całe ich jestestwa napełniły się jednym uczuciem - że jest im d o b r z e, że to objawienie pełne jest niewyobrażalnej słodyczy, że jest zachwycające i niechby tak wiek trwało. Ale oto kończy się ono, święci prorocy rozłączają się z Jezusem i odchodzą - każdy w swoją stronę - jeden do mieszkań sprawiedliwych, którzy już odeszli, drugi do nieba - by i tu, i tam rozgłaszać rychłe pogodzenie nieba i ziemi... Zachwyt, a zarazem żal wyrywają się z ust płomiennego Piotra - Wtedy Piotr odezwał się do Jezusa: - Dobrze nam tu, Panie. - Nauczycielu! Dobrze nam tu być! Po cóż się rozłączać, dlaczegóż prorocy mieliby stąd odchodzić? - Jeśli chcesz, rozkaż tylko, a - rozbiję tu trzy namioty - rozbijemy tu trzy namioty albo ustawimy szałasy z gałęzi: Jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. - nam zaś i bez namiotów będzie z wami dobrze.

 

"Gdyby nawet przyszli tu wrogowie - mówi bł. Teofilakt - mamy pomocników - Mojżesza i Eliasza. Mojżesz pokonał Egipcjan, a Eliasz sprowadził ogień z nieba"...

 

"Czy widzisz - zauważa św. Jan Złotousty - jak płomiennie Piotr kochał Chrystusa, jak miłość do Chrystusa rozpalała go? Myślał teraz: Jeżeli Jezus Chrystus pozostanie tutaj, to nie pójdziemy do Jerozolimy, a jeżeli nie pójdziemy, to On nie umrze. Tam bowiem, mówił Chrystus, napadną na Niego uczeni w piśmie". "Niezwykłość widzenia tak go poraziła, że sam nie rozumiał jak należy swoich słów, nie wiedząc co mówi - jak pisze św. Łukasz (9, 33). Proponował Jezusowi, by pozostał na górze. A bojąc się okazać samowolnym, Piotr dodaje: Jeżeli chcesz" (bł. Teofilakt). "Szymon ciągle jeszcze po ludzku patrzy na Jezusa i stawia Go w jednym rzędzie z Mojżeszem i Eliaszem. Ale Jezus zaraz czynem wskazał mu, że nie potrzebuje jego opieki, jako że On osłaniał obłokiem praojców Piotra na pustyni przez czterdzieści lat" (św. Efrem Syryjczyk).

 

Kiedy jeszcze mówił, okrył ich świetlisty obłok - modlitwa przeobrażonego Pana podniosła niebo do niebios, pojawił się cudowny świetlisty obłok, w jakim i w Starym Testamencie wyczuwało się obecność niewidzialnego Boga miłującego, tak jak obłok mroczny był oznaką Boga grożącego. Świetlisty obłok ukrył Pana Jezusa i dwóch proroków przed oczyma drżących Apostołów...

 

Sam Bóg Ojciec niewidzialnie poruszył się na swojej niedosiężnej wysokości, pochylił niebo, osłonił nieprzystępne Swoje światło dostępnym dla widzenia obłokiem świetlistym i oto Sam oznajmia współistotność ze Sobą Swego Boskiego Jednorodzonego Syna, a z obłoku - dał się słyszeć - odezwał się głos:

- To jest Mój Syn ukochany, upodobałem Go Sobie - "w Nim Mój pokój i radość moja, jako że On, we wszystkim Mi całkowicie równy, będąc Synem, we wszystkim stanowi jedność ze Mną" - wyjaśnia św. Jan Złotousty. On i na was sprowadzi Moje błogosławieństwo, Jego słuchajcie! - Z czcią i dobrą pokorą wiary przyjmujcie Jego słowo, nie sprzeciwiajcie się Mu, jeżeli Sam pójdzie i was poprowadzi na krzyż, nie bójcie się żadnych niebezpieczeństw: To jest Mój Syn ukochany - a któż by zgubił tego, kogo kocha? Jakkolwiek wielka, bezgraniczna byłaby wasza miłość do Niego, nie możecie kochać Go tak, jak kocha Go Jego Ojciec. Odsłoni On przed wami rzeczywisty sens prawa i proroków, albowiem On jest Tym, o Którym rzekł Mojżesz: Jahwe, twój Bóg, wzbudzi ci bowiem podobnego do mnie proroka spośród ciebie, spośród twych braci. Jego będziecie słuchać (Pwt 18, 15). Trwajcie w posłuszeństwie wobec Niego jak On trwa w posłuszeństwie wobec Mnie, a uczyni On was dziećmi Moimi w łasce, bo dla wszystkich tych, którzy Go słuchają, jest On i pozostanie sprawcą zbawienia wiecznego (Hbr 5, 9).

 

Kiedy ten głos się rozległ, ujrzeli tylko samego Jezusa (Łk 9, 36). Dwukrotnie, w czasie chrztu i w czasie przemienienia, Ojciec Niebieski uroczyście oznajmiał światu, że Jezus Chrystus jest Jego Synem umiłowanym. I w jednym, i w drugim przypadku Chrystus nasz pogrążony był w modlitewnej rozmowie ze Swoim Ojcem. Przez chrzest zaczęła się jawnie służba Chrystusa dla zbawienia rodzaju ludzkiego. Przemienienie rozpoczynało trudniejsze, w oczach świata poniżające, ale w oczach Bożych chwalebniejsze posłuszeństwo wobec Ojca Niebieskiego - wyniesienie na krzyżu. Ziemski ojciec także błogosławi syna przed wstąpieniem na nowe areny życia. Tak samo Ojciec Niebieski świadczy o Swoim Umiłowanym Synu przed rozpoczęciem przez Syna nowych heroicznych wysiłków w wielkiej ziemskiej służbie...

 

Nie będąc w stanie znosić światła obłoku i płynącego zeń głosu, uczniowie Chrystusa upadli na ziemię - Usłyszawszy to uczniowie upadli na twarz i bardzo się przestraszyli. - "Puste, wywyższone miejsce, niezwykły blask i rozpościerający się obłok! - wszystko to wprowadziło ich w drżenie, i w trwodze padli na ziemię, składając pokłon" (św. Jan Złotousty). Apostoł Piotr, w wiele lat później, już pod koniec swego życia, wspominał cudowne widzenie na Taborze i głos, w swoim przedśmiertnym posłaniu do wiernych (2 P 1, 16-18). Bo czyż można było o tym zapomnieć? By jednak przedłużający się stan lęku nie zatarł w ich pamięci widzenia, Jezus podnosi ich na duchu - A Jezus podszedł i dotknąwszy ich powiedział: - Wstańcie, nie bójcie się!

 

"Tak jak głos Ojca powalił ich, tak podniósł ich głos Syna" (św. Efrem Syryjczyk). Aby zaś nikt nie pomyślał, że był to głos Mojżesza lub Eliasza, Jezus pozostał już sam.

 

A podniósłszy oczy nikogo oprócz Jezusa nie zobaczyli. - Cudowne widzenie skończyło się. - Kiedy schodzili z góry, Jezus nakazał im: - Nie mówcie nikomu o tym widzeniu, zanim Syn Człowieczy nie zmartwychwstanie.

 

Słuchy o niezwykłym wychwaleniu Jezusa na górze Tabor i o pojawieniu się przed Nim Mojżesza i Eliasza mogłyby wzburzyć całą Judeę i doprowadzić lud, skłonny do wzburzeń, do wystąpienia przeciw Rzymianom. Dla pozostałych zaś uczniów, marzących jeszcze o pierwszeństwie, wiadomość o zdarzeniu na Taborze, które odbyło się bez nich, mogłaby być powodem do żalu, podejmowania współzawodnictwa i do zawiści. "Im więcej by o Nim opowiadano cudowności - mówi św. Jan Złotousty - tym trudniej wielu ludziom byłoby w nie uwierzyć. Zwątpienie w krzyż tym bardziej zwiększałoby się z tego powodu. Dlatego właśnie Chrystus nakazał uczniom milczenie, przypominając im ponownie o czekającej Go męce, i jak gdyby na to wskazując, jako na przyczynę konieczności zachowania milczenia".

 

Na podstawie: Komentarz Świętych Ojców do Ewangelii według św. Mateusza, Hajnówka 2000, s. 525-534.

19 sierpnia 2018

Odwiedź nas:

ul. Warszawska 69

05-300 Mińsk Mazowiecki

Proboszcz:

ks. mgr Gabriel Białomyzy

tel. +48 506 966 339

Odwiedź nas:

ul. Warszawska 69

05-300 Mińsk Mazowiecki

Proboszcz:

ks. mgr Gabriel Białomyzy

tel. +48 506 966 339

    Polub nas:

 

 

     © 2018

     Copyright by Parafia Prawosławna pw. św. Spirydona Cudotwórcy w Mińsku Mazowieckim

     Created with WebWave CMS